Kiedy przeczytam nową książkę, to tak jakbym znalazła nowego przyjaciela, a gdy przeczytam książkę, którą już czytałam - to tak jakbym spotkał się ze starym przyjacielem. - przysłowie chińskie - To właśnie jest blog o tych moich przyjaciołach : może z kilkoma z nich bądą chcieli się zapoznać róznież Ci,którzy przypadkiem trafią na tą stronke...
Kategorie: Wszystkie | Moje alter ego | Rita w cytatatch | What's up... | Wśród ksiązek
RSS
niedziela, 11 maja 2008
700 stron... i wypieki na twarzy

9h czytania z jedna 15 min przerwą... to wszystko plus pare nadszarpniętych nerwów ( własciwie bardziej z powodu bezsilności dot losu bohaterów ) i jedną chwile zwątpienia, gdy umiera Maria moja ulubiona bohaterka kosztowało mnie przeczytanie ksiązki pt "Katedra w Barcelonie" Ilsefonsa Falconesa...

Może na początek kilka słów o autorze Ildefonso Falcones jest z zawodu adwokatem i da się to odczuć na kartach książki. Przede wszystkim częste przytaczanie i odwoływanie się do praw i zwyczajów panujących w średniowiecznej Barcelonie ale również przedstawienie procedury inkwizycyjnej i sytuacji prawnej poszeczególnych bohaterów - komuś dla kogo prawo to tylko nudny bełkot mogą te wzmianki przeszkadzać ale dla mnie stały sie dodatkowym magnesem trzymającym mnie przy książce ( a muszę dodać, że w niektórych momentach wręcz moje "poczucie sprawiedliwości prawa" zostawało wystawione na poważne próby :P a często wzburzenie było silniejsze niż rozsądek i świadomośc ze to "Tylko" średniowieczna Barcelona i "tylko" licentia poetica :P )
Warto też dodać, że studia nad tematyką feudalizmu katalońskiego zajęły Falconesowi 5 lat i myśle, że pomimo rozległości tematu dośc dobrze oriętuje się w historii tego okresu. Budowana jest "fascynująca panorama średniowiecza przedstawiająca blaski i cienie( zwłaszcza cienie) feudalnej Katalonii w dobie religijnych i społecznych niepokojów, nietolerancji o wojen. W magicznej scenerii Barcelony rozgrywa się historia wielkich namiętności, tragicznych miłości, zdrad, spisków i zemsty."

Czytając recenzje na róznych portalach znalazałam wiele skrajnych opinii- poprzez ludzi zupełnie zachwyconych, przez takich jak ja zafascynowanych ale nie bezkrytycznych po rozczarowanych. Jednak sprawy poruszane w recenzjach były podobne różnił sie tylko ich odbór i ocena....Wszyscy wspominają o historii przepltającej się z fikcją, charakterystyce postaci etc. Należy mimo to w moim odczuciu zauważyć fakt istnienia, oprócz spraw ściśle związanych z historią, wątków ponadczasowych tj dążenie do wolności, dylematy wyboru między dobrem a zlem, prawem a sumieniem...może tylko nie zawsze są oczywiste i łatwe do zauważenia.

Fabuła moim osobistym zdaniem wciągająca ale fragmentami- były takie które ciągnęły sie w nieskończoność i czasami prowadziły do nikąd ale były i takie które nie tylko zostawały w pamięci ale też koncentrowały cała uwagę. Jak każda książka która koncentruje się nie na walorach psychologicznych postaci a na ( i tu posłużę się parafrazą jednego z rozdziałów) służeniu przeznaczaniu-uwydatnieniu skomplikowanych, często przewrotnych losów ludzkich- tu Arnaua Estanyola- naprawdę uświadamia też, że było tak od wieków i będzie...
Żeby nie być bezkrytyczną dodam, że bohaterowie są dość jednostronni i jednoznacznii a ich portrety psychologiczne głębią nie grzeszą ale ja osobiście nie sięgałam po tą książke w poszukiwaniu misternie budowanych postaci. Chciałam przez chwile ( no nie taką chwile -> 9h ;)poczuć atmosfere średniowiecznej Katalonii...i ... udało się. Podkreślę również, że teraz gdy odwiedze katedre Santa Maria de la Mar napewno dostrzege w niej coś więcej, popatrze inaczej na jej wspaniała architekturę oraz maleńką figurkę Madonny.
Jak już wspomniałam wcześniej dla mnie istotne było iście prawnicze i precyzyjne prezentowanie postaci poprzez pryzmat tamtejszego prawa. Ciekawe i pouczające chociaż chyba niezależne od woli autora ( jeśli to jednak specialnie to chyle czoła ;P )
Kolejnym plusem jest historia. Nigdy nie przepadalam za średniowieczem- wydawało mi się ciemne, przerażające ale co gorsza mało interesujące. Obraz słonecznej Barcelony XIVw rozświetlił dla mnie ten okres i pomimo, że nadal uważam go za przerażający( a Falcones i jego opisy tylko to potwierdzają) to z pewnością jest ciekawy. Nowe fakty dotyczące głownie inkwizycji zachęcają ponad to do głebszego zainteresowania średniowieczem i jego tajemnicami, których z pewnością jest wiele.
Barcelona... myśle że miasto wybrane nieprzypadkowo- specyficzne, dumne i mimo, że stanowi tylko tło powieści jest widoczne i ma duże znaczenie. Żadne inne miasto nie nadałoby powieści takiego klimatu. I choć jak piszą recenzenci nie jest to Paryż u Balzaca to można dostrzec wpływ miasta na atmosfere powieści. Zupelnie mnie też nie dziwi to, że mieszkańcy Barcelony wprost zakochali sie w tej książce !! ona nie tylko przybliża losy miasta ale zbliża do miasta :) Można poczuć się jak mieszkaniec stolicy Katalonii, a prawdziwi mieszkańcy napewno jeszcze głębiej wciągneli sie w historie Aranu i "jego" Katedry.

Osobiście polecam. Może nie jakoś wybitnie gorąco, bo arcydzieło i klasyka światowa to to nie jest ale dla każdego kto lubi czytać ;) lubi historie różnych losów ludzkich, rodzinnych, o przewrotności fortuny i dla każdego kto przenosi się jak ja w świat bohaterów, poddając go krytyce literackiej dopiero po przeczytaniu ostatniej strony. Debiut autora uważam za udany tym bardziej, że książa zysklała status bestselleru i przez 13 miesięcy nie schodziła z listy najlepiej sprzedających się książek...ale oczywiście nie to świadczy o jej wartości !

piątek, 28 grudnia 2007
Złuda...a może raczej NADA C.Laforet

"Jedna z najlepszych powieści hiszpańskich XX wieku"
Carlos Ruiz Zafón, autor Cienia wiatru.

Tak napisał autor jednej z moich najukochańszych ksiązek... Ja się nie znam ;) z hiszpańskich autorów to miałam okazje czytac 3 i kazdy z nich mial inny styl...oczywiscie Zafón to niekwestionowany mistrz ale ogolnie to uwazam ze ten kraj jest kopalnia literackich talentów :) ale dosc tych pochwalnych"pieśni" ;) przejdzmy do ksiązki ;]

Carmen Laforet bywa porownywana do Camusa i rzeczywiscie musze przyznac ze można to porownac tzn nie doslownie ale i "Złuda" i "Dżuma" są framgentami przerazające .... tyle ze Camus razi "ciałem" a Laforet "dusza"...

Na początku zwracałam uwage wyłacznie na fabułe, myślalam że to ona jest kluczem ktory otworzy przesłąnie i magie tej książki... To ZŁUDZENIE ;) trwalo długo prawie do konca ale natąpiło przebudzenie !! i w tym momencie ogarneły mnie wszystki uczycia jakie targały Andrea ( głowna  bohaterka ) przez całą powieść i powiem szczerze to nie było przyjemne...tzn na początku bo Andrea głownie odczuwała zniechęcenie, samotność, i przede wszystkich strach ...duzo strachu  ale pózniej te uczucia ustąpiły miejsca satysfakcji, że znalazłam ten "klucz" ( przy okazji nauczyłam się, że nie ma klucza uniwersalnego :) )
Jednak uczucia triumfu nie trawlo długo... ustąpiło miejsca ogromnej ciekawości jakby to bylo gdyby klucz odnalazł się wcześniej...ilu rzeczy nie zauwazyłam  z powodu tego "zaślepienia" fabułą ?! teraz jestem za bardzo na świeżo ale za jakiś czas znów sięgnę po tą książe znając już jej "sekret" i może wtedy lektura będzie pełniejsza i wniesie wiecej...

Wielu zalicza tą książe do tzn literatury w spodnicy czyli do ksiązek typowo kobiecych. Moim skromnym zdaniem wielbicielki Daniel Steel czy nawet Helen Fielding... Śmiem twierdzić, że czytelniczki takie bylyby zawiedzione brakiem wielkiej miłości i samotność Andrei bylaby dla nich kompletnie nie zrozumiała. Mogę się mylić ale wniosek ten nasuwa się gdyż brak jest tam wartkiej akcji i jej dramatycznych zwrotów w rozumieniu i stylu ww autorek... Akcjia nie jest wartka - Laforet raczej leniwie buduje napięcie ale mimo to napięcie powstaje ogromne-porownywalne z nastrojem Cienia wiatru ale idzie zupelnie w innym kierunku.
Laforet zwodzi czytelnika jakby obietnica wielkiego finału, który nie nadchodzi- czyletnik jest jakby zagubiony. W ten sposób powstał zaskakujący efekt, zamiorzony czy tez nie, nieważne - mianowicie czytelnik zaczyna zwracac uwage na cos poza fabula, zaczyna czytac miedzy wierszami i zaczyna odczuwać- przestaje dbac o kontekst o powiazania przyczynowo-skutkowe liczy sie tylko "tu i teraz" ze wszystkimi jego uczuciami i uniesnieniami...nagle przestaje być ważne dlaczego Andrea czuje to co czuje ale JAK to czuje i jak pomoc jej to przetrwac... Nie z pewnoscia Bridget ani "rosyjska baletnica" ktorej imienia nawet nie zapamiętalam nie mogą sie z tym rownac !!

"Złuda" to wybitna powieść psychologiczno-obyczajowa ( może bardziej przywodzi na myśl Janusza Wiśniewskiego z jego "Samotnościa w sieci") z akcją w Barcelonie.

Kilka słow o fabule ( ktora jak podkreśle jeszcze raz jest najmniej wazna) Jest rok 1939. Osiemnastoletnia Andrea przyjeżdża z prowincji studiować w Barcelonie. Zamieszkuje z rodziną matki. Prawdziwego życia szuka na uniwersytecie, wśród swych koleżanek i kolegów...
W powojennej Barcelonie wśrod bliskich, ktorych nie do konca rozumie, i wsrod nowych przyjaciół Andrea doświadcza skomplikowanych uczuć i poszukuje swojej własnej drogi.
Wartka akcja, egzystencjalny ton... i ... świetne portrety psychologiczne - każdy z bohaterów dopracowany jest w najmniejszym szczególe. Nie sa to jednak postaci oczywiste ! zmuszaja czytelnika do głębokiej analizy- nie wiemy które wydarzenie jest autentyczne a ktore tylko manipulacja bohaterów...

Kilka słow o autorce:
Carmen Laforet ( 1921 - 2004 ) hiszpańska powieściopisarka i autorka zbiorów opowiadań. Sudiowała filozofie na Uniwersytecie w Barcelonie. Jej najbardziej znane dzieło to własnie ZŁUDA ( wydana w 1945), w której realistycznie ukazuje środowisko mieszczańskie Barcelony po wojnie domowej 1936-1939 ( wiecej na ten temat we wstepie do książki )
Za ten utwór Laforet otrzymała, w pierwszym roku jej przyznawania (1945) NADAL PRIZE, nagrode przyznawaną co roku najlepszej książce hiszpańskiej.

Zdecydowanie polecam ... Podkreslam jednak zeby nie ulec "złudzie" iż autorka ukryla sens ksiązki w jej fabule - jesli bedziemy o tym przkonani zanim po nia siegniemy zajrzymy w nia głębiej i dostrzezemy wiecej...

środa, 12 grudnia 2007
Drogi panie S. ... Z wyrazami szacunku - Rita ;)
Co prawda jedynymi książkami jakich recenzjie mogłąbym zamiesci w obecnym czasie jest wstęp do prawoznwastwa, Historia Prawa albo Prawo wyborcze i system partyjny...wiec moze sobie daruje ;) ( chociaz jeśli ktos jest zaiteresowany to oczywiscie sluze :P) ale... :D
Wydarzył się pewien fakt, który nie powinien umknąć naszej uwadze...
Otóż Panie i Panowie pragnę tutaj oficialnie pogratulowac i niniejszym uhonorować nagrodą imienia "Pietrusi- mistrzyni google" pewnego mężczyne ;) ktory wykazal sie niezwykla umiejetnoscia przeszukiwania zasobow internetowych godną naszej mistrzyni < brawo >   Dodam również, ze Pan ów ktorego imie rozpoczyna tajemnicza literka S ;)... nie tylko odnalazl tego bloga ale co wiecej przeczytal go ;] < to już prawdziwe bohaterstwo > a co w tym wszystkim było jeszcze bardziej zaskakujące, podobno dostrzegł we mnie talent edytorski < szok >.... chociaż nie sadze iz posiadam takowy - dał mi nadzieje ( potwierdzając teze Dante'go Alighieri,iż nadzieja przychodzi do człowieka wraz z drugim człowiekiem ) ze nie utone pod sterta ustaw i kodeksow - przeciwnie bede mogla robic to co lubie najbardziej na swiecie
-PISAĆ- wiec poslużę sie epiforą tytułu tej notatki i podkreśle tym samym dobitniej wyjątkowość tego zdarzenia - z wyrazami szacunku - Rita
wtorek, 27 marca 2007
Poruszająca wypowiedź o idei...

Obecnie nic nie czytam bo wole zgąbczać mój móz jakimiś pierdołami (gazety, TV) o ile wogole cos robie poza spaniem i spogladaniem na zegarek kiedy to wreszcie bede mogła z uczelni pojechac co domu i znowu spac... ale !!

Jest pewien ktoś kto mnie systematycznie mobilizuje do wznoszenia się na wyższe poziomy abstarkcji... i dzięki Bogu, że jest ... ten ktoś zadaje nam mnóstwo literatury greckiej i innej- moze ja tego nie czytam wszystkiego ale coś tam zawsze i to sprawia, że może wreszcie jak sie ockne to nie będzie tak trudno wrócić do gry...

Oto fragment z tematu o orfikach, dawno nie przeczytałam czegoś tak pięknego na temat miłości...pięknego i zarazem niebanalnego...myśle, że grecy znali się nie tylko na pieknie i chyba odnalazłabym się w tym strożytnym świecie...był dużo prostszy a pojęcia ostrzejsze...

"Miłość sprawia, że człowiek przestaje być "kaleką", czyli odosobnionym w swej świadomości "kawałkiem świata", że tworzy razem z drugim człowiekiem doskonalszą od każdego z nich obu całość, że budzi się w nim poczucie rdzennego związku z resztą wszechświata, że wstępuje na drogę prawdziwego szczęścia i swobody, bo zrzuca jarzmo indywidualnego ubóstwa i wzbogaca niejako drugą oddaną mu jaźnia jaźń własną. Ludzie, którzy się naprawde kochają, tworzą jedność duchową pomimo ciał odrębnych, przy czym ich jedność duchowa jest bardziej istotna niż ich odrębność czy też wielość cielesna. Pragną żyć razem i w razie śmierci jednego zpozostaje nieznośne uczucię wewnętrznej pustki..."
Ponad to Grecy kłądli nacick na to, żeprawdziwa miłość musi JEDNOCZYĆ, musi być WZAJEMNA i musi być silniejsza od trwogi przed śmiercią...

Ta idea milości to dorobek orfistów i ich poezji.... więcej na ich temat po ostatnecznej mobilizacji :) myśle, że warto ...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6